Rozmiar tekstu

Odstępy między wierszami

Odstępy między literami

Odstępy między słowami

Notatki z Bratysławy

Notatki z Bratysławy

Maja Haliniak – aktorka-lalkarka, studentka AST Wrocław.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z Bratysławy?

Pierwsze wrażenie – bardzo ładne, historyczne miasto. Zwłaszcza starówka. Jednak gdy wyszłam ze Starego Miasta, to miałam poczucie, jakbym w cofnęła się w czasie o parę, paręnaście lat.

A z uczelni?

Pomyślałam: „ojejku tak tu jest przepiękne!”. To bardzo ładny, historyczny budynek w centrum. Wjechałam na 3. piętro – kierownik katedry pokazywał nam pracownie i sale ćwiczeń. Okazało się, że to wszystko mieściło się wyłącznie na jednym, niezbyt dużym piętrze. Tutaj, we Wrocławiu, jestem przyzwyczajona, że my mamy cały budynek! Tam zaś, do dyspozycji dla studentów aktorstwa była jedna sala na końcu korytarza, baletowa, jedna sala do ćwiczeń i jeszcze jedna zaciemniona sala studio, przystosowana do pokazów– i to tyle. Nie powiem, było to wyzwanie.

A… magazyn lalek?

Głównie dostępne dla studentów były takie lalki ćwiczebne, do zajęć. Widziałam dużo marionetek, głównie sycylijskich. Na dole, w podziemiach znajdowała się też pracownia rzeźbiarska i scenograficzna – tam większość studentów przygotowywała swoje formy. Obok niej był magazyn z rekwizytami i formami z egzaminów z poprzednich lat.

Jakie różnice największe dostrzegłaś zauważyłaś w sposobie nauczania?

Różnice w programie były duże – w programie aktorów nie było osobnych zajęć z maski, kukły, natomiast była marionetka, jawajka i pacynka. Do tego dochodziły zajęcia ruchowe i wokalne, oraz oczywiście zadania aktorskie. Ciekawą kwestią jest to, że istnieje bardzo duża kooperacja między różnymi kierunkami – scenograficznym, aktorskim, reżyserskim i produkcyjnym. Aha, wszyscy mają też trzyletni system – podzielony na studia licencjackie i magisterskie.

Najważniejszy przedmiot nazywał się „Actor – Puppet – Object” i był odpowiednikiem naszego planu lalkowego, tyle że skoncentrowany na jednej technice. W moim przypadku była to jawajka. Na zajęciach spotkałam się z bardzo ciekawym zabiegiem pedagogicznym, u nas na uczelni rzadko stosowanym. Pedagog dawał nam zadanie, po czym my mieliśmy chwilę czasu, pół godziny czy nawet czasem połowę zajęć, żeby przygotować scenę, etiudę. Potem ją pokazywaliśmy i omawialiśmy. Takim systemem czasami pracowaliśmy też przy okazji egzaminów, robiliśmy sceny „na bieżąco”. Taka symultaniczna praca, że parę grup pracowało w tym samym czasie nad na różnymi zadaniami była na swój sposób efektywna.

Jeżeli chodzi o nauczanie techniki gry jawajką, dosyć szybko przeszliśmy do praktyki. Praktykowaliśmy prowadzenie jawajki w dwie osoby. Jedna osoba animowała głowę, a druga ręce lub jeden animator głowę i jedną rękę, a drugi drugą rękę i na przykład biodra lub nogi (w zależności od potrzeb sceny)– to dawało dużą wolność ekspresji lalki i było bardzo rozwojowe w uczeniu się samej techniki zwłaszcza, że w egzaminie było dużo scen walki, więc prowadzącemu zależało na tym, aby znalazły się w nim rozbudowane choreografie. Dużo nad tym pracowaliśmy.

Co najlepiej wspominasz?

Ludzi i nowe znajomości. Rozmowy o różnicach, o tym, jak to u mnie w Polsce wygląda, a jak u nich wygląda, jak studenci się czują w ich szkole, albo  też o tym jakie są różnice między Polskim, a Słowackim środowiskiem teatralnym. Ale oprócz tego tak po prostu to, że się zakumplowaliśmy. Tutaj bardzo dużo zawdzięczam ówczesnemu drugiemu rokowi. Byli na mnie otwarci i czułam się, jakbym naprawdę była z nimi na jednym roku. Taką grupowość wypracowaliśmy razem, przy jednym egzaminie. Grałam ten egzamin po słowacku, więc mój experience uczenia się słowackiego, też był wspólnym tematem, zwłaszcza, że grupa cierpliwie mi w tym pomagała. 🙂

Drugą cudowną rzeczą było to, że mogłam zrobić swój własny projekt na egzamin z przedmiotu „Stage Project”. To było pierwsze moje takie doświadczenie stworzenia spektaklu od początku do końca.  Wyzwaniem było to, że powstawał on we współpracy z ludźmi z zagranicy, którzy nie mówią w tym samym języku co ja, w środowisku, którego nie znam, a więc dogadywanie dat, przestrzeni, rozmowy z pedagogiem, to wszystko było nowe, trochę obce. Trzeba było się zmierzyć z promocją –  z takimi małymi rzeczami, jak chociażby to, gdzie mogę plakaty powiesić? Ale tak, było to dla mnie niezwykle rozwojowe doświadczenie.

Co to za projekt?

Monodram o dziewczynie, która wyjeżdża na studia i wchodzi w dorosłe życie. Traci kontakt ze swoimi przyjaciółmi, ze swoim starym życiem i tę pustkę próbuje wypełnić powierzchownymi relacjami romantycznymi. Wykorzystałam lalki, jako formę personifikacji partnerów tej dziewczyny i dążyłam do pokazania wykreowanego w jej własnej głowie świata, poprzez wykorzystanie środków teatru plastycznego.

Z perspektywy czasu – jakie umiejętności zostały z Tobą do dziś?

Ten wyjazd dał mi duże poczucie samodzielności, sprawczości i odpowiedzialności za swoje życie, bo przecież pojechałam tam, nie znając nikogo i musiałam sobie jakoś z tym poradzić, znaleźć mieszkanie, dowiedzieć się gdzie jest szkoła, jak się  tam dojeżdża, gdzie jest centrum i tak dalej… takie małe głupie rzeczy, a jak bardzo rozwijające i uczące…Dużo dała mi też zmiana samego systemu i miejsca nauczania – ten, w naszej AST, jest bardzo, bardzo intensywny, pod wieloma względami 🙂

W Bratysławie poczułam oddech.

Wolność?

Tak, taką wolność po prostu, ale też wolność twórczą. Nikt nic mi nie narzucał. Bo w zasadzie w tamtym momencie, ani nie byłam w pełni studenką VSMU, ani AST we Wrocławiu, więc dostawałam w wielu kwestiach wolną rękę.

Czego co chciałabyś wiedzieć, zanim tam pojechałaś?

Że katedra lalkarska to trzy sale i jedno piętro 🙂 Że znalezienie mieszkania nie jest takie proste, zwłaszcza, że szkoła nie zapewnia akademika. Oraz, że na początku trzeba uzbroić się w dużo cierpliwości i spokoju, który pojawi się z czasem. Poza tym nie ma czego się bać. Łatwo się dogadać, miasto jest dobrze skomunikowane i można znaleźć dużo miejsc, gdzie czas miło płynie.

Jakie umiejętności, które nabyłaś w Bratysławie pomogły ci w dalszej nauce? Tutaj na uczelni już macierzystej?

Fakt, że spędziłam cały semestr z jawajką sprawił, że pokochałam tę technikę jeszcze bardziej niż po drugim roku. Rozwinęłam się bardzo jako człowiek i jako artystka. Robiąc monodram, popełniałam błędy, bo robiłam to pierwszy raz. I cieszę się, że mogłam popełnić je i uczyć się właśnie tam w Bratysławie, z tamtymi cudownymi ludźmi. Teraz jestem bogatsza o to doświadczenie. Wróciłam tutaj z takim przekonaniem, że „wartościowy teatr można robić w każdych warunkach”. Obejrzałam przez ten czas dużo słowackich produkcji, które mnie niejednokrotnie zachwyciły, mając pełną świadomość z jakimi trudnościami mierzą się ich twórcy.

Rozmiar tekstu

Odstępy między wierszami

Odstępy między literami

Odstępy między słowami